Nowości
20 styczeń 2009
Celebritarian.pl
Michał Szyksznian
Gottfried Helnwein
Rozmawiał i tłumaczył: Michał Szyksznian
HELNWEIN: Większość społeczeństw jest rządzonych przez przeciętniaków, którzy nie mają ani wizji, ani wyobraźni. Większość rządzących boi się kreacji i kreatywnych ludzi. Artyści to zabawni ludzie. Wszystko, czego chcą, to dotykać i poruszać, prowokować i zaskakiwać innych. Dyktatorzy nienawidzą niespodzianek bardziej niż czegokolwiek innego. Wszystko, czego chcą, to przekształcić swoje terytorium w mały, doskonały zabawkowy obóz więzienny i bawić się swoimi małymi ludzikami. Rozkazywać, poodrywać nogi lub główki i wyrzucić ich do śmieci, gdy już poczują się zmęczeni widokiem ich głupich, małych lalkowych twarzyczek. I w zasadzie nie tak trudno przekonać ludzi, że najrozsądniej i najbezpieczniej dla nich będzie stać się lalkami i pozostawić całe to nudne myślenie i decydowanie mądrości Boga — lub mądrości jego deputowanych: Fuhrerów, liderów, Papieży, Prezydentów, Duce, Cesarzy, Prezesów i Sekretarzy Generalnych. Czy to nie interesujące, że na przykład Stalin - pan życia i śmierci setek milionów niewolników, pan największej maszynerii wojennej, armii tajnej policji i ogromnej sieci Gułagów - bał się wierszy kobiety o imieniu Anna Akhmatova? W głębi duszy tyran wie, że pozornie niewinna piosenka czy wiersz może mieć potencjalną moc, by wywołać finalny pożar, który obróci jego imperium w proch.
Studio Los Angeles
2008
MICHAŁ SZYKSZNIAN: W powszechnym mniemaniu Ameryka jest krainą wolności. Ale jednocześnie zdaje się narzucać światu definitywne kanony i modele, kładąc rękę cenzury na niekonwencjonalną ekspresję indywiduum. Wiem, że podoba Ci się życie w Los Angeles, ponieważ daje Ci ono poczucie wolności. Jakiż to rodzaj wolności ma do zaoferowania to miasto?
GOTTFRIED HELNWEIN: Los Angeles jest dziwnym miejscem. Kilka bloków od mojego studio ulice wypełnione są tysiącem bezdomnych gromadzących się na chodnikach lub zataczających się po ulicach — a od czasu do czasu jakaś zagubiona dusza szaleńczo gestykuluje krzycząc w stronę niewidzialnych wrogów. Żyję i pracuję w tak zwanej “dzielnicy artystów” w centrum Los Angeles. Niewinna mała wyspa ze starymi magazynami i ceglanymi budynkami, które wyglądają jak pozostałości z planu filmu noir, zamieszkana przez artystów, fotografów, muzyków, szczupłe dziewczyny z ładnymi tatuażami, dziwolągów i japońskich studentów z SCI-Arc (Południowokalifiornijskiego Instytutu Architektury) umieszczonego w byłym magazynie towarowym przy Santa Fe Rail Road — długi na ćwierć mili betonowy blok.
Studio Helnweina w Los AngelesSercem dzielnicy artystów jest kawiarnia “Groundwork” znajdująca się w pomalowanym na czerwono budynku po drugiej stronie starego, wyniszczonego “American Hotel” gdzie Bukowski napisał swego czasu Ćmę Barową. Powietrze jest bardzo zanieczyszczone z powodu tych wszystkich dieslowskich ciężarówek, które dmą swymi nieprzefiltrowanymi spalinami z podniesionych chromowanych rur wprost w powietrze miasta. Kiedy dotykam swoich obrazów moje dłonie czernieją od warstw czarnego pyłu, który na wszystkim ciągle osiada.
Ale to tylko jedna z wycieczek w parku rozrywki, jakim jest Los Angeles. Jest tam małe Tokyo, Chinatown, Meksyk, Rosja, Armenia, Korea, etc. Łącznie ponad 140 różnych grup etnicznych i 224 różne języki. Tutaj możesz znaleźć każdą religię kiedykolwiek wymyśloną przez człowieka — od Kościoła Szatana do chasydzkich Żydów, noszących wielkie futrzane czapki i obcisłe kaftany jak 200 lat temu ich przodkowie z Galicji, chadzających w Szabat ze swymi dziećmi pod palmami, w kalifornijskim słońcu.
W South Central czarne dzieci włóczą się na rogach ulic z magnum przy pasie, kontrolując handel prochami. A na zamkniętych osiedlach bogatych ludzi prywatni policjanci w eleganckich czarnych mundurach chronią te wszystkie cenne cuda wykreowane przez współczesną chirurgię plastyczną.
I ci wszyscy różni ludzie żyją tu w pewnego rodzaju pokojowej anarchii. Oczywiście jest tu też ów przemysł, który od 100 lat fabrykuje marzenia dla całego świata: Hollywood.
Los Angeles to miasto pozbawione punktu centralnego, jak i pamięci — nie ma ani przeszłości, ani przyszłości, istnieje tylko ‘tu i teraz’. Niczym świeża rana, o zabandażowanie której nikt się nie troszczy. Nigdy w życiu nie czułem się tak wolny. Myślę, że to wolność powstała z prostego faktu, że każdy na wszystko kładzie laskę.
Zdaje się, że stereotypowe myślenie i cenzura wzmagają w człowieku potrzebę przekraczania barier. Myślę, że to potrzebne artyście, aby mógł zintensyfikować swoją siłę wyrazu. Co o tym sądzisz?
HELNWEIN: Większość społeczeństw jest rządzonych przez przeciętniaków, którzy nie mają ani wizji, ani wyobraźni. Większość rządzących boi się kreacji i kreatywnych ludzi. Artyści to zabawni ludzie. Wszystko, czego chcą, to dotykać i poruszać, prowokować i zaskakiwać innych. Dyktatorzy nienawidzą niespodzianek bardziej niż czegokolwiek innego. Wszystko, czego chcą, to przekształcić swoje terytorium w mały, doskonały zabawkowy obóz więzienny i bawić się swoimi małymi ludzikami. Rozkazywać, poodrywać nogi lub główki i wyrzucić ich do śmieci, gdy już poczują się zmęczeni widokiem ich głupich, małych lalkowych twarzyczek.
I w zasadzie nie tak trudno przekonać ludzi, że najrozsądniej i najbezpieczniej dla nich będzie stać się lalkami i pozostawić całe to nudne myślenie i decydowanie mądrości Boga — lub mądrości jego deputowanych: Fuhrerów, liderów, Papieży, Prezydentów, Duce, Cesarzy, Prezesów i Sekretarzy Generalnych.
Czy to nie interesujące, że na przykład Stalin - pan życia i śmierci setek milionów niewolników, pan największej maszynerii wojennej, armii tajnej policji i ogromnej sieci Gułagów - bał się wierszy kobiety o imieniu Anna Akhmatova? W głębi duszy tyran wie, że pozornie niewinna piosenka czy wiersz może mieć potencjalną moc, by wywołać finalny pożar, który obróci jego imperium w proch.
Hitler starał się zniszczyć każdy przejaw artystycznej ekspresji szaleńczo paląc książki i obrazy, plądrując wszystkie muzea, określając sztukę jako “zdegenerowaną” i w typowo niemieckim, biurokratycznym stylu stworzył nawet rządową agencję zwaną “Reichskulturkammer”, która rozdawała artystom oficjalne certyfikaty kategorycznie zabraniające malować lub pisać poezję. Poczułem nieco oddechu śmierci, gdy miałem swoją pierwszą wystawę muzealną w Wiedniu, w 1971 roku - ktoś przyczepił na moich obrazach etykietki z napisami “sztuka zdegenerowana”. Potrzebuję cenzury tak bardzo, jak potrzebuję wrzodu na tyłku.
I Walk Alone
mixed media (oil and acrylic on canvas), 2003
Ktoś zniszczył fotografie dzieci z Twojej instalacji Kristallnacht. Jak się z tym czujesz?
Zniszczona i zaklejona instalacja "Ninth November Night", Berlin 1996HELNWEIN: Kiedy ustawiam instalację — dzieło sztuki w przestrzeni publicznej — rozpoczynam proces, którego już w całości nie jestem w stanie kontrolować. Muszę odpuścić i zaakceptować to, że emocje i reakcje, które mogą się pojawić, staną się częścią mojej pracy.
Będąc artystą kładziesz czasem palec na bolesnym miejscu i musisz być w stanie konfrontować się z krzykiem. I dokładnie to stało się z moją instalacją “Ninth November Night” (ku pamięci Nocy Kryształowej). Była to długa na 100 metrów ściana z czterometrowymi zdjęciami dziecięcych twarzy, ustawiona przed katedrą w Kolonii - pewnej nocy ktoś przyszedł i podciął wszystkim dzieciom gardła.
Na początku byłem zaskoczony i nie byłem pewien co mam zrobić z pociętymi arkuszami winylu, ale w końcu zdecydowałem się posklejać je z grubsza taśmą i zawrzeć te obrażenia w instalacji.
I mimo, że nie miałem tego w zamierzeniu, ten atak dodał nowy wymiar do dzieła i uczynił je potężniejszym.
Selektion - Neunter November Nacht (Ninth November Night)
Installation, Kulturbrauerei, Berlin, 1996
Niektórzy uważają, że artysta powinien być ponad ideologią, ponad polityką czy nawet ponad moralnością. Lecz sztuka jest często społecznym komentarzem lub politycznym komunikatem. Czy sztuka powinna dotykać polityki lub moralności? Czy może powinna być sztuką dla samej sztuki?
HELNWEIN: Zbyt wielu ludzi głowiło się już nad tym, co sztuka powinna bądź nie powinna. Za ludzkiej pamięci samozwańcze “autorytety” i “eksperci” zawsze starali się definiować, regulować, kontrolować i organizować sztukę, ustalać jej cele, zasady i ograniczenia dla artysty. Ogromne biblioteki zawalono śmieciami teoretyków, krytyków i moralistów. Lecz sztuka i artysta nie potrzebują tego gówna, ludzie również.
“W sztuce nie ma żadnej konieczności, bo sztuka jest wolna”, powiedział Wassily Kandinsky.
Każdy artysta musi podejmować samotne decyzje — wspinaczka bez liny zabezpieczającej, ze sporą szansą na poślizg i upadek — czasami głęboki. Prawdziwa sztuka zawsze do pewnego stopnia będzie stawiać wyzwanie społeczeństwu, w którym żyje artysta i czasem będzie niektórych irytować.
The Disasters of War 3
mixed media (oil and acrylic on canvas), 2007, 200 x 293 cm / 78 x 115''
Rozpocząłeś swoją artystyczną przygodę jako Akcjonista. Co jest takiego niezwykłego w happeningach? I którą z zainicjowanych przez siebie Aktion uważasz za ulubioną?
HELNWEIN: W wieku 18 lat w końcu zrozumiałem, że jestem tu po to, by być artystą i nie było sposobu, żeby od tego uciec. Jako dzieciak zawsze pogardzałem pomysłem zostania malarzem - nosiłem w sobie te wizję nudnych starych facetów z brodami i beretami, stojących przed sztalugą i malujących całymi dniami abstrakcyjne obrazy.
Bycie członkiem Rolling Stones wydawało mi się idealną formą egzystowania jako artysta. Lecz było to nierealne. Więc zacząłem malować i rysować poranione i zabandażowane dzieci używając tanich akwarelek, kredek i tuszy — wtedy też rozpocząłem akcje z dziećmi w miejscach publicznych.
Sandra 1972W moim pierwszym performansie brała udział Sandra (6-latka). Rodzice uważali ją za trudne dziecko i zdaje mi się, że jej matka przeżywała trudne chwile zmagając się z jej złośliwym poczuciem humoru. Pewnego razu, na przykład, w proteście wobec kary zamknięcia jej w pokoju pocięła na małe kawałeczki wszystkie ubrania matki, ułożyła je starannie w kupkę na środku pokoju i zawołała mamę niewinnym głosikiem Aniołka. Innym razem podpaliła mieszkanie rodziców. Była upartą i niedobrą młodą damą, ale polubiłem ją w mgnieniu oka. Miała w sobie dumę latynoskiego szefa ulicznego gangu. Gdy na ciebie spoglądała, jej przeszywające małe oczka wysyłały wyraźną wiadomość: “nie igraj ze mną”.
Spytałem Sandry czy chciałaby uczestniczyć ze mną w moich performansach. “A co będę z tego miała?” — spytała ze spokojem negocjującej Yakuzy. “A co chcesz?” — zapytałem. “Rower” — powiedziała. Więc mieliśmy umowę.
Obandażowałem ją i mogła już stać lub leżeć na ulicy bądź chodniku w różnych punktach Wiednia, pośród strumienia poirytowanych pieszych.
Czasami chodziła powoli jak lunatyczka, wpadając na ludzi. Brała te akcje na serio i była im bardzo oddana, ale zawsze z opanowaniem — bez żadnych emocji.
Zrobiłem serię fotografii z bandażami, paskami i narzędziami chirurgicznymi — starałem się jej nie skrzywdzić, ale zachowywała profesjonalną ciekawość i zachęcała mnie, żebym popróbował bardziej ekstremalnych zniekształceń jej twarzy.
Sandra była moją pierwszą modelką i pojawiła się na fotografiach, w krótkich filmach i na mojej wczesnej akwareli z serii “beautiful victim”. Miałem do niej wielki szacunek. Nigdy zbyt wiele nie rozmawialiśmy, ale zawsze była między nami prawie telepatyczna komunikacja i zrozumienie. Chciałbym, żeby współpraca z dorosłymi była taka prosta.
Lichtkind
silverprint, grattage, 1972
Sztuka i rozrywka — czy są wobec siebie w opozycji? Czy istnieje linia, która je łączy? Rozdźwięk pomiędzy “wysoką” i “niską” sztuką zdaje się obecnie zanikać.
HELNWEIN: “Wysoka” i “niska” to zupełnie arbitralne i sztuczne określenia wymyślone przez jakichś nadętych dupków, żeby utrudnić życie. Komiksy są uważane za “niskie”, ale gdy Roy Lichtenstein przychodzi i wybiera panel z komiksu, projektuje go i maluje go na płótnie, to wtedy nagle staje się to “wysoką” sztuką? Dajcie spokój.
Jedyną rzeczą, o którą się troszczę w sztuce, to jakość — intensywność. Czy dzieło sztuki jest zdolne dotknąć mnie i poruszyć? Czy ma na mnie wpływ emocjonalny? Czy zadziwia, zaskakuje, drażni, ekscytuje? Czy sprawia, że zaczynam myśleć? Czy inspiruje mnie? Czy stymuluje moją wyobraźnię? Czy do pewnego stopnia zmienia mój sposób widzenia świata?
Którzy artyści są Twoją największą inspiracją?
HELNWEIN: Francisco de Goya, Pieter Breughel, Matthias Gruenewald, Carl Barks, Shakespeare, Fernando Pesoa, Francis Bacon, Manson, Captain Beefheart, Caravaggio, Jimmy Hendrix, Kafka, Franz Xaver Messerschmidt, Caspar David Friedrich, Rembrandt, Leonardo Da Vinci, Walt Disney, Bukowski, E.A.Poe, E.T.A. Hoffmann, Rolling Stones, Max Beckmann, David Lynch, Blind Willi McTell, Hans Christian Anderson, Goethe, Bach, Norman Rockwell, R. Crumb, Deix, Wilhelm Busch, Burroughs, H.C.Artmann, Jack White, Beck, Marlene Dietrich, Hieronymus Bosch, Tolstoi, Alexandre Dumas, Stendhal, Donald Duck, Christoph Ransmeyer, Elfriede Jelinek, Mozart, Artaud and Witkacy.
Seria Modern Sleep — ta dziewczynka nie śpi. Ma otwarte oczy i jest w pełni świadoma. Jej wygląd nie jest dziecięcy, zdaje się być bardziej wyobcowana, bardziej dorosła. Dlaczego nazwałeś to Nowoczesnym Snem?
HELNWEIN: Nigdy nie wyjaśniam, ani nie interpretuję moich prac. One nie dają odpowiedzi — one stawiają pytania.
Modern Sleep I
photograph, 2003
Tworzysz swoje dzieła na wielkich płótnach i gigantycznych instalacjach. W jaki sposób artysta może skomunikować się z ludźmi, którzy nic nie wiedzą o sztuce? Jaki typ wizualnego języka jest tu potrzebny?
HELNWEIN: Łatwo jest komunikować się z ludźmi, “którzy nic nie wiedzą o sztuce” (jak to określiłeś), ale prawie, że niemożliwym jest skomunikować się z ludźmi, którzy myślą, że już wiedzą o sztuce wszystko.
Pozwól, że ponownie zacytuję Kandinsky’ego:
“A akademicy, którzy krytykują lub wielbią dzieło sztuki bazując na swych analizach już istniejących metod postępowania, są najbardziej szkodliwi i nietrafieni, budując mur pomiędzy dziełem a naiwnym widzem. Z tego punktu widzenia, (który niestety, jako reguła, jest jedynym możliwym) krytyk sztuki jest jej wielkim wrogiem.”
Jako ilustrator/malarz mam trochę niezłych pomysłów, lecz często nie potrafię znaleźć sposobu na przeniesienie ich w dwuwymiarowy obraz. Staram się znaleźć łączność pomiędzy myślą a kartką, co pomogłoby uczynić mój koncept klarownym i czytelnym. To trudna część. W jaki sposób transportujesz swoje pomysły na płótno?
HELNWEIN: To jest część, o którą zazwyczaj najmniej się martwię — nigdy nie przejmowałem się zbytnio metodami i technikami. Wybieram jakiekolwiek dostępne narzędzie lub technikę (i często je łączę lub aplikuję w niekonwencjonalny sposób). I oczywiście eksperymentuję, i zawsze staram się poprawić i ulepszyć moją technikę, poszukać nowych technik — ale to ta łatwa część.
Jedyne, co naprawdę się liczy, to o co w tym chodzi — podstawowy POMYSŁ. Czym jest to, co chcę wyrazić, czym jest to, co chcę wypłakać? Czym jest to, co powinno być wrzucone w ten świat?
“The American Prayer”: Kaczor Donald — dlaczego ta postać jest dla Ciebie tak wielkim natchnieniem?
HELNWEIN: Urodziłem się w powojennym Wiedniu. To było mroczne miejsce, a ja byłem obcym, którego statek kosmiczny osiadł na tej nieznanej planecie bez żadnej możliwości powrotu. W wyniku siły rozbicia straciłem nie tylko orientację, ale i pamięć, ponieważ zapomniałem kim byłem i skąd przybyłem. Byłem pewien tylko jednej rzeczy: że był to obcy świat, w którego bezlitosne objęcia zostałem schwytany. To było jak sytuacja, która nastąpiła po byle jakim końcu świata, gdzie kilkoro ludzi, którzy przeżyli, kontynuowało ostrożną wegetację wśród ruin, w nadziei na pozostanie niezauważonymi przez Sąd Ostateczny.
Spędziłem sporo czasu w zimnych kościołach, gdzie po raz pierwszy natknąłem się na sztukę i godzinami gapiłem się w zachwycie i zafascynowaniu na tych torturowanych i skąpanych we krwi świętych, skręcających się w ekstazie podczas, gdy ich ciała były poprzebijane strzałami lub przygwożdżone do krzyży; lub blade Madonny ze swym zimnym i dziwnym pięknem, rozdzierające swe szaty, spod których ukazywały duże, dryfujące serce, przekłute maleńkimi sztyletami. To były obrazy, które prześladowały mnie podczas bezsennych nocy mojego dzieciństwa.
Wszystko skończyło się wraz z dniem, gdy otworzyłem mój pierwszy komiks o Kaczorze Donaldzie. Czułem się tak, jak ktoś, kto był uwięziony pod ziemią w wyniku katastrofy w kopalni, a teraz znowu ujrzał światło dzienne. Przymrużyłem oczy, ponieważ nie przywykłem jeszcze do oślepiająco jasnego słońca Kaczogrodu i chciwie zasysałem w swoje zakurzone płuca świeżą bryzę dobiegającą ze skarbca wujka Sknerusa. Byłem znowu w domu, we właściwym świecie, gdzie ktoś mógł zostać rozpłaszczony przez walec parowy lub podziurawiony nabojami bez żadnej poważnej szkody. Świat, w którym ludzie nadal wyglądali odpowiednio, mając żółte dzioby lub czarne gałki zamiast nosów. To tutaj spotkałem człowieka, który na zawsze zmienił moje życie — człowieka, który, jak to określił austriacki poeta H.C. Artmann, jest współcześnie jedyną osobą, która ma do powiedzenia coś wartościowego: Kaczora Donalda.
Po tych wszystkich latach kulturalnej i estetycznej absencji, otoczyła mnie w końcu wielka kultura. Cóż za radość zanurkować w trzynaście trylionów dolarów potentata finansowego, Sknerusa MakKwacza i przekopywać się przez to jak suseł, mieszać to i pozwalać, by spadało na głowę.
Donald był moim zbawicielem. Uratował mnie od świata, który jawił się jak kiepski niemy film puszczony w zwolnionym tempie i otworzył mi drzwi do trójwymiarowego uniwersum kolorów, nieskończonej wyobraźni, cudów i dziwów.
Pomówmy przez chwilę o Marilynie Mansonie. Obaj zrobiliście serię wspaniałych prac do albumu The Golden Age of Grotesque. Wiem, że były pewne problemy z okładką płyty…
HELNWEIN: Manson to wyjątkowa, kreatywna istota. W ciągu ostatnich paru lat zrobiliśmy trochę eksperymentalnych rzeczy. To było ekscytujące i inspirujące dla nas obu. Z serii wykonanych prac wybraliśmy zdjęcia Mansona jako czarnej i jako białej Myszki Mickey. Przyznaję, nie był to typ Myszek Mickey, które chciałoby zobaczyć dziecko, gdyby się obudziło w środku nocy. Stwierdziliśmy, że są idealne na okładkę płyty The Golden Age of Grotesque, lecz ludzie z wytwórni płytowej spanikowali. Wiesz, tylko po ich trupie. Więc Manson zdecydował się na użycie innego obrazka z tej samej serii — który również bardzo lubię: rozmazana zjawa — czerwone oczy i metalowe zęby.
The Golden Age 32 (Marilyn Manson)
Pigment Print on Paper, 2003
Seria zdjęć The Golden Age nie była jedyna rzeczą, przy której współpracowałeś z Mansonem. Przewodziłeś również reżyserii artystycznej filmu Doppelherz, współpracowałeś przy teledysku mOBSCENE. W 2005 roku obaj z Mansonem oświadczyliście, że będziesz pracował przy jego projekcie filmowym Phantasmagoria. Czy nadal jesteś w to zaangażowany?
HELNWEIN: Pracowaliśmy jednocześnie nad wieloma projektami, a dla Phantasmagorii nakręciliśmy parę próbnych ujęć w moim studio w Los Angeles. Lecz wtedy pojawiły się w naszych życiach inne nieoczekiwane wyzwania i obecnie obaj jesteśmy zaangażowani w swoje własne projekty. Nasze rozmowy trwają i kto wie, co przyniesie nam przyszłość.
Lecz co by się nie zdarzyło, Manson zawsze pozostanie bliski memu sercu.
The Golden Age
2003
Ostatnie pytanie: Czy jest jakaś szansa na ujrzenie w przyszłości Twojej wystawy w Polsce?
HELNWEIN: Tak — jeśli Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie jest zainteresowane — zorganizuję w Polsce większy przegląd moich prac.
Black Mirror II
photograph, 1987




Powrót do góry